Kiedyś od pewnej bliskiej mi osoby otrzymałem taką figurkę, Aniołka na szczęśliwe życie. Nie pamiętam okazji jaka temu przyświecam, bo raz, że to było dawno, a dwa, że okoliczności temu towarzyszące dla mnie do najmilszych nie należały i nie będę ukrywał, że zmieniły mnie. Postanowiłem go rozpakować wtedy, gdy w końcu zacznę prowadzić szczęśliwe życie.
W każdym razie jest sobie ów Aniołek nadal zapakowany w opakowaniu pokrytym choć przezroczystym, to pokrytym tak grubą warstwą kurzu, że ledwo można ów napis na trzymanej przez niego tabliczce. Można śmiało powiedzieć, że czeka na lepsze czasy, które jednak nie nadchodzą.
W zasadzie to od czasu mojego ostatniego wpisu wiele się zmieniło. Skończyłem studia, obroniłem się, nie pracuję już w podrzędnej trójmiejskiej firemce za jeszcze podrzędniejszą kasę, lecz w korporacji, za kasę bardziej niż przyzwoitą dla wielu wręcz niedostępną. Nawet ostatni zakupiłem samochód (14letni podrdzewiały Lanos w cenie roweru). Moi znajomi uważają mnie za osobę, która osiągnęła sukces, która jak to określono wręcz przebiła sufit. Nie wiem jednak, czy zdają sobie sprawę jaki był rzeczywisty koszt moich osiągnięć, tudzież ile osób włącznie z moimi rodzicami mi pomogło, żebym był tu gdzie jestem, tak jak jestem.
Ów koszt był można powiedzieć bardzo wysoki. Totalne wyobcowanie, odsunięcie wszystkiego poza studiami, pracą na dalszy tor, na który nie wiem czy jakaś zwrotnica będzie w stanie mnie zaprowadzić. Nie tego przecież chciałem od samego początku i nie tak miało się toczyć moje życie, ale "that's life" jak to śpiewał Frank Sinatra.
Bardziej niż kiedykolwiek uderza mnie samotność, szczególnie teraz, gdy nie mogę pójść do pracy ze względu na L4. Tiaa praca, czyni jednak wolnym, ma ten kto to wymyślił był według mnie geniuszem, aczkolwiek ze względu na kontekst... mniejsza z tym.
Praca sprawia mi dużo satysfakcji, ale jest też jedynym co mam od bardzo długiego już czasu. Jest to jednak za mało przynajmniej w mojej ocenie, żeby rozpakować owego Aniołka. Nawet w dłuższej perspektywie wydaje się to niemożliwe, przynajmniej dla mnie...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą osobiste. Pokaż wszystkie posty
2010/04/27
Złe sny...
Wszyscy je mamy. Wybudzają nas w nocy i później nie pozwalają zasnąć. Pamiętamy z nich jedynie niewielki fragment, ale to w zupełności wystarcza, aby później rozbić nam dzień, a czasem nawet i kilka... Wspomnienia, przyszłość, teraźniejszość, pragnienia, pokazują jacy to jesteśmy słabi i bezsilni wobec samych siebie. Zawsze, gdy mi się coś takiego przytrafia jestem rozbity, zdemotywowany i co więcej smutny.
Po prostu zaczynam się wtedy zastanawiać, wracać pamięcią próbując jednocześnie formułować wnioski, które za każdym razem są nieco inne. Sięgając pamięcią tak niedaleko w przeszłość przecież zastanawiam się, co przyniesie przyszłość, która dla mnie powinna być rysowana w różowych kolorach. Dlaczego jednak, taka się nie rysuje? może dlatego, że po tym, co mi się przytrafiło niestety sam nie jestem już niczego pewien... Z jednej strony chciałby znów zacząć "żyć", ale z drugiej to na co mi to wszystko, skoro i tak nie ma i nie będzie w moim życiu nikogo, no może poza moimi rodzicami, kto powie, że zmierzam w dobrym albo złym kierunku.
Niby niegłupi, niby niedługo spełni się moje marzenie z czasów jeszcze podstawówki, ale jakoś to nie wywołuje uśmiechu na mojej twarzy. Co więcej powoduje chwile słabości, których nic nie jest w stanie przebić. W trakcie ich trwania zawsze jestem "nieobecny", zamknięty ze swoimi myślami, które po prostu płyną...
Oby, w końcu kiedyś dotarły do jakiegoś brzegu...
Rafał Prasał
Po prostu zaczynam się wtedy zastanawiać, wracać pamięcią próbując jednocześnie formułować wnioski, które za każdym razem są nieco inne. Sięgając pamięcią tak niedaleko w przeszłość przecież zastanawiam się, co przyniesie przyszłość, która dla mnie powinna być rysowana w różowych kolorach. Dlaczego jednak, taka się nie rysuje? może dlatego, że po tym, co mi się przytrafiło niestety sam nie jestem już niczego pewien... Z jednej strony chciałby znów zacząć "żyć", ale z drugiej to na co mi to wszystko, skoro i tak nie ma i nie będzie w moim życiu nikogo, no może poza moimi rodzicami, kto powie, że zmierzam w dobrym albo złym kierunku.
Niby niegłupi, niby niedługo spełni się moje marzenie z czasów jeszcze podstawówki, ale jakoś to nie wywołuje uśmiechu na mojej twarzy. Co więcej powoduje chwile słabości, których nic nie jest w stanie przebić. W trakcie ich trwania zawsze jestem "nieobecny", zamknięty ze swoimi myślami, które po prostu płyną...
Oby, w końcu kiedyś dotarły do jakiegoś brzegu...
Rafał Prasał
2010/03/14
Muzyka, życie, decyzje...
Muzyka... Mówi się, że łagodzi obyczaje, wprowadza nas w odpowiedni nastrój, czy też wręcz budzi w nas demony, które gdzieś tam uśpione w nas tkwią. Czy jest w tym choć odrobina prawdy? Zapewne tak, gdyż innej muzyki słuchamy, gdy jesteśmy zdenerwowani, gdy się śpieszymy, gdy tak naprawdę chcemy się odprężyć, zapomnieć... Utwory jednych wykonawców zwracają nam uwagę na niedostrzegane przez nas aspekty naszego życia a innych z kolei nic nie wnoszą.
Od jakiegoś czasu grywam sobie na gitarze, a co. Zauważyłem, że jakoś zawsze gdy biorę ją w ręce to na rozgrzewkę zaczynam grać "Everlast + Santana - Put your lights on". Sam nie wiem skąd się to wzięło, ale jakoś tak po prostu wyszło. W sumie zagrałem ten właśnie utwór na mojej studniówce, która jakiś już czas temu miała miejsce, Może to dlatego właśnie ów utwór stał się tym rozgrzewkowym? Być może coś w tym jest, ale poza linią melodyczną (Santana rządzi) utwór ten ma tekst, który po dłuższym zastanowieniu może może być odczytywany jako modlitwa. W końcu jest też o tym, że dla nas wszystkich jest nadzieja na to, że gdy zechcemy, to uda nam się zmienić nasze życie na lepsze. Oczywiście, nie ma nic od razu, za darmo i bez wątpliwości, które w utworze symbolizują aniołek i diabełek.
Wracając jednak do muzyki sensu stricte, to chyba każdy z nas ma utwór, którego chętnie słucha w chwilach zadumy, chwilach stresu czy w chwilach, kiedy będą w naszym życiu zapadały ważkie dla nas w końcu decyzje. Nie chodzi o decyzje typu jak się ubrać, co zjeść, ale raczej o te, co dalej chcielibyśmy w nim robić i przede wszystkim jak osiągnąć wyznaczony przez nas w poprzednim kroku cel.
Od dłuższego czasu sam zastanawiam się, czego tak naprawdę chcę od mojego życia. Teraz, będąc w stanie zawieszenia, który jednak nie będzie trwał wiecznie muszę odpowiedzieć sobie na cytując klasyka "Zajebiście ważne pytanie: Co chcesz w życiu robić?". Odpowiedź jednak do najprostszych nie należy i w sumie nigdy nie będzie prosta. Zwłaszcza, że decyzje, które kiedyś zdarzyło mi się podjąć okazały się nie strzałęm w dziesiątkę, choć takie początkowo się wydawały, lecz jak się później okazały się pudłem. Nie chcę przez to powiedzieć, że były one błędem. Nie, nie nie, nic z tych rzeczy, bo i takie doświadczenia w życiu są potrzebne, ale oby nie zaważyło one na moich kolejnych decyzjach.
Rafał Prasał.
Od jakiegoś czasu grywam sobie na gitarze, a co. Zauważyłem, że jakoś zawsze gdy biorę ją w ręce to na rozgrzewkę zaczynam grać "Everlast + Santana - Put your lights on". Sam nie wiem skąd się to wzięło, ale jakoś tak po prostu wyszło. W sumie zagrałem ten właśnie utwór na mojej studniówce, która jakiś już czas temu miała miejsce, Może to dlatego właśnie ów utwór stał się tym rozgrzewkowym? Być może coś w tym jest, ale poza linią melodyczną (Santana rządzi) utwór ten ma tekst, który po dłuższym zastanowieniu może może być odczytywany jako modlitwa. W końcu jest też o tym, że dla nas wszystkich jest nadzieja na to, że gdy zechcemy, to uda nam się zmienić nasze życie na lepsze. Oczywiście, nie ma nic od razu, za darmo i bez wątpliwości, które w utworze symbolizują aniołek i diabełek.
Wracając jednak do muzyki sensu stricte, to chyba każdy z nas ma utwór, którego chętnie słucha w chwilach zadumy, chwilach stresu czy w chwilach, kiedy będą w naszym życiu zapadały ważkie dla nas w końcu decyzje. Nie chodzi o decyzje typu jak się ubrać, co zjeść, ale raczej o te, co dalej chcielibyśmy w nim robić i przede wszystkim jak osiągnąć wyznaczony przez nas w poprzednim kroku cel.
Od dłuższego czasu sam zastanawiam się, czego tak naprawdę chcę od mojego życia. Teraz, będąc w stanie zawieszenia, który jednak nie będzie trwał wiecznie muszę odpowiedzieć sobie na cytując klasyka "Zajebiście ważne pytanie: Co chcesz w życiu robić?". Odpowiedź jednak do najprostszych nie należy i w sumie nigdy nie będzie prosta. Zwłaszcza, że decyzje, które kiedyś zdarzyło mi się podjąć okazały się nie strzałęm w dziesiątkę, choć takie początkowo się wydawały, lecz jak się później okazały się pudłem. Nie chcę przez to powiedzieć, że były one błędem. Nie, nie nie, nic z tych rzeczy, bo i takie doświadczenia w życiu są potrzebne, ale oby nie zaważyło one na moich kolejnych decyzjach.
Rafał Prasał.
2010/02/13
2010.02.14 - Walentynki
Ten dzień zna chyba każdy, pomijając dzieci i zwierzęta. Czternasty luty od jakiegoś już czasu w Polsce i w sumie na całym świecie to tzw. "święto zakochanych".
Prezenty, prezenty, prezenty... nachalne reklamy różnych serwisów internetowych, telewizja, radio, prasa... prześcigają się w prezentowaniu swoich ofert dla tzw. zakochanych. Zewsząd atakuje i nachalne wręcz się stają odcienie koloru czerwonego, róże, rubiny... Wszędzie pojawiają się słowa kochać, miłość... a tak naprawdę, to wręcz trudno nie ulec wrażeniu, że pod otoczką bardzo pięknego, ale również osobistego uczucia jednej osoby do drugiej następują próby zamiany tegoż właśnie na materię w postaci pieniążków, jakie zarówno jedno i drugie zostawią w sklepach...
Jest taki doskonały dowcip, którego młodsze pokolenie może po prostu nie znać, ale kończy się puentą "niedziela, aż boję się otworzyć konserwę...". Na jego kanwie trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to właśnie jest celem jaki stawiają sobie media, aby coś tak osobistego jak uczucie, miłość rozmienić na drobne i po prostu wszystkim po trochu sprzedać.
Skutek jest jednak wręcz odwrotny, bo tak naprawdę są wśród nas osoby, które tego po prostu nie kupią. Ci co prawdziwie kochali i zostali porzuceni... Ci, których partner(ka) najzwyczajniej zdradził(a)... Ci, co się odsłonili i nie zostali zrozumiani... Takich historii, ludzkich tragedii, pełno. Mało, kto jednak poświęca im uwagę, bo w sumie i po co. Media "muszą" pokazywać jedynie szczęśliwych, bogatych ludzi i nie ma znaczenia wcale to, że osób niekoniecznie zaznających szczęścia, bogactwa jest więcej.
Co więcej te zorganizowane igrzyska powodują, wręcz u nich obrzydzenie a co więcej wywołują uczucie samotności, która z kolei znacząco obniża poczucie własnej wartości... Naprawdę, ciężko ubrać w słowa, ale okrutny to dzień, o którym trąbią wszyscy już od dłuższego czasu czyli od jakichś 2ch tygodni. Nawet start zimowej olimpiady w Vancouver i co więcej śmierć członka ekipy bobsleistów(ek) gruzińskich jest w stanie tego przyćmić... Tak samo śmierć policjanta zabitego za to, że zwrócił uwagę osiemnastolatkowi..., ofensywa wojsk NATO, piękny świat nas otacza...
"...lecz miłości bym nie miał, byłbym jak miedź brzęcząca..." ma tu wielkie znaczenie, ale mimo wszystko przez te wszystkie lata uległo znacznemu wypaczeniu. Idąc z duchem czasu powinno być "...lecz miłość mam, jestem jak miedź brzęcząca...", bo czy miłością jest ofiarowany jednorazowo w dniu 14.02 prezent? Czy miłość okazuje się jedynie poprzez gesty, przytulanie a w końcu pocałunki i seks? Według mnie nie a kilka osób, które mają na ten temat inne zdanie pewnie też się znajdzie. Media mają na ten temat inne zdanie, ale to ich zdanie i nie ma znaczenia, że to ono niestety jest "dominujące".
Miłość to coś więcej niż prezenty, pociąg seksualny. To przede wszystkim odpowiedzialność. Odpowiedzialność za drugą osobę tak zwanego ukochanego i ukochaną. Tylko, czy ktoś to tak naprawdę rozumie? Przecież wszyscy idą na łatwiznę a hasło "Żegnaj Gienia, świat się zmienia..." staje się coraz bardziej powszechne...
Jakiś czas temu złamano mi serce i w sumie to złamano również mnie jako człowieka. Nic już nie jest takie samo i co więcej, ja nie jestem taki jak byłem zanim to się stało. Prawdziwie kocha się niestety tylko raz, ten pierwszy, albo drugi... w każdym razie raz, w którym nie liczy się nic w okół, tylko wybranek, wybranka. W każdym razie najważniejsze jest uczucie... a nie gest.
Reszta to rzecz wtórna, często decyzja rozumu a często "lęku" przed samotnością, choćby w "święto zakochanych". Bo to tak niestety jest, że każdy kolejny związek dźwiga na barkach wszystkie poprzednie. Kolejny raz otwierając oczy na świat, nie mamy już złudzeń, różowych okularów oraz brakuje tej istniejącej za pierwszym razem naiwności, że...
"Czujesz się osamotniony. Postaraj się odwiedzić kogoś, kto jest jeszcze bardziej samotny."
Karol Wojtyła, Jan Paweł II
Rafał Prasał
Prezenty, prezenty, prezenty... nachalne reklamy różnych serwisów internetowych, telewizja, radio, prasa... prześcigają się w prezentowaniu swoich ofert dla tzw. zakochanych. Zewsząd atakuje i nachalne wręcz się stają odcienie koloru czerwonego, róże, rubiny... Wszędzie pojawiają się słowa kochać, miłość... a tak naprawdę, to wręcz trudno nie ulec wrażeniu, że pod otoczką bardzo pięknego, ale również osobistego uczucia jednej osoby do drugiej następują próby zamiany tegoż właśnie na materię w postaci pieniążków, jakie zarówno jedno i drugie zostawią w sklepach...
Jest taki doskonały dowcip, którego młodsze pokolenie może po prostu nie znać, ale kończy się puentą "niedziela, aż boję się otworzyć konserwę...". Na jego kanwie trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to właśnie jest celem jaki stawiają sobie media, aby coś tak osobistego jak uczucie, miłość rozmienić na drobne i po prostu wszystkim po trochu sprzedać.
Skutek jest jednak wręcz odwrotny, bo tak naprawdę są wśród nas osoby, które tego po prostu nie kupią. Ci co prawdziwie kochali i zostali porzuceni... Ci, których partner(ka) najzwyczajniej zdradził(a)... Ci, co się odsłonili i nie zostali zrozumiani... Takich historii, ludzkich tragedii, pełno. Mało, kto jednak poświęca im uwagę, bo w sumie i po co. Media "muszą" pokazywać jedynie szczęśliwych, bogatych ludzi i nie ma znaczenia wcale to, że osób niekoniecznie zaznających szczęścia, bogactwa jest więcej.
Co więcej te zorganizowane igrzyska powodują, wręcz u nich obrzydzenie a co więcej wywołują uczucie samotności, która z kolei znacząco obniża poczucie własnej wartości... Naprawdę, ciężko ubrać w słowa, ale okrutny to dzień, o którym trąbią wszyscy już od dłuższego czasu czyli od jakichś 2ch tygodni. Nawet start zimowej olimpiady w Vancouver i co więcej śmierć członka ekipy bobsleistów(ek) gruzińskich jest w stanie tego przyćmić... Tak samo śmierć policjanta zabitego za to, że zwrócił uwagę osiemnastolatkowi..., ofensywa wojsk NATO, piękny świat nas otacza...
"...lecz miłości bym nie miał, byłbym jak miedź brzęcząca..." ma tu wielkie znaczenie, ale mimo wszystko przez te wszystkie lata uległo znacznemu wypaczeniu. Idąc z duchem czasu powinno być "...lecz miłość mam, jestem jak miedź brzęcząca...", bo czy miłością jest ofiarowany jednorazowo w dniu 14.02 prezent? Czy miłość okazuje się jedynie poprzez gesty, przytulanie a w końcu pocałunki i seks? Według mnie nie a kilka osób, które mają na ten temat inne zdanie pewnie też się znajdzie. Media mają na ten temat inne zdanie, ale to ich zdanie i nie ma znaczenia, że to ono niestety jest "dominujące".
Miłość to coś więcej niż prezenty, pociąg seksualny. To przede wszystkim odpowiedzialność. Odpowiedzialność za drugą osobę tak zwanego ukochanego i ukochaną. Tylko, czy ktoś to tak naprawdę rozumie? Przecież wszyscy idą na łatwiznę a hasło "Żegnaj Gienia, świat się zmienia..." staje się coraz bardziej powszechne...
Jakiś czas temu złamano mi serce i w sumie to złamano również mnie jako człowieka. Nic już nie jest takie samo i co więcej, ja nie jestem taki jak byłem zanim to się stało. Prawdziwie kocha się niestety tylko raz, ten pierwszy, albo drugi... w każdym razie raz, w którym nie liczy się nic w okół, tylko wybranek, wybranka. W każdym razie najważniejsze jest uczucie... a nie gest.
Reszta to rzecz wtórna, często decyzja rozumu a często "lęku" przed samotnością, choćby w "święto zakochanych". Bo to tak niestety jest, że każdy kolejny związek dźwiga na barkach wszystkie poprzednie. Kolejny raz otwierając oczy na świat, nie mamy już złudzeń, różowych okularów oraz brakuje tej istniejącej za pierwszym razem naiwności, że...
"Czujesz się osamotniony. Postaraj się odwiedzić kogoś, kto jest jeszcze bardziej samotny."
Karol Wojtyła, Jan Paweł II
Rafał Prasał
2010/01/03
Hapi niu jer! oł je...
Nowy rok, nadszedł. To dobry czas na podsumowanie, bo w końcu co jakiś czas trzeba dokonać rachunku zysków i co ważniejsze, strat jakie ponieśliśmy.
Z mojej perspektywy poprzedni rok, był jednym z gorszych może zatem kolejny okaże się łaskawszy choć nic na to nie wskazuje, aby taki właśnie miał być. Poprzedni rok upłynął mi na powolnym powstawaniu ze zgliszczy jakie zostawiła po sobie osoba, którą kochałem. Blizny, które zostały po zadanych ranach pozostaną na długo i niestety za szybko szans wygoić się nie mają. Dlaczego? Bo pomimo upływu czasu nadal nie potrafię usunąć markerów, które powodują, że staje mi jej obraz przed oczyma. Nawet w snach nie mam spokoju. Może to kiedyś zaniknie... Cierpkie to piwo, które mi nawarzono..., ale cóż trzeba je wypić.
Przyszły rok, będzie rokiem podejmowania ważnych decyzji. Jako, że mam jeszcze czas, muszę zdecydować, co i przede wszystkim gdzie chciałbym robić. Możliwości wiele, to i wybór niełatwy... no cóż.
Jak to mówią: "Pożyjemy Zobaczymy"
Rafał Prasał.
Z mojej perspektywy poprzedni rok, był jednym z gorszych może zatem kolejny okaże się łaskawszy choć nic na to nie wskazuje, aby taki właśnie miał być. Poprzedni rok upłynął mi na powolnym powstawaniu ze zgliszczy jakie zostawiła po sobie osoba, którą kochałem. Blizny, które zostały po zadanych ranach pozostaną na długo i niestety za szybko szans wygoić się nie mają. Dlaczego? Bo pomimo upływu czasu nadal nie potrafię usunąć markerów, które powodują, że staje mi jej obraz przed oczyma. Nawet w snach nie mam spokoju. Może to kiedyś zaniknie... Cierpkie to piwo, które mi nawarzono..., ale cóż trzeba je wypić.
Przyszły rok, będzie rokiem podejmowania ważnych decyzji. Jako, że mam jeszcze czas, muszę zdecydować, co i przede wszystkim gdzie chciałbym robić. Możliwości wiele, to i wybór niełatwy... no cóż.
Jak to mówią: "Pożyjemy Zobaczymy"
Rafał Prasał.
2009/12/20
Świąteczne życzenia
Z uwagi na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia chciałbym, życzyć wszystkim wszystkiego po trochu, a może i w nieco większych ilościach ;). zdrowia, szczęścia, miłości, prezentów pod choinką, spełnienia marzeń, tych małych i dalekich jak i tych wielkich i tak bliskich.
Jednym słowem: Wszystkiego, wszystkiego NAJ.
Rafał Prasał.
A oto dekoracja jaką udało mi się sklecić ze współlokatorem.


Jednym słowem: Wszystkiego, wszystkiego NAJ.
Rafał Prasał.
A oto dekoracja jaką udało mi się sklecić ze współlokatorem.


2009/06/26
W pogoni za...
Wszyscy gonimy za czymś. Staramy się, poświęcamy w nadziei, że to przyniesie nam sławę, szczęście, pieniądze, ale przede wszystkim spełnienie. W swoich dążeniach walczymy z przeciwnościami losu, które przed nami wyrastają. Czasem widać je gdzieś daleko na horyzoncie, ale czasem zjawiają się niespodziewanie i przez to są dla nas zupełnym zaskoczeniem. Niektórzy powiedzą, że to jest właśnie życie, które z każdej strony stara się nas zaskoczyć a inni nazwą to losem, który za wszelką cenę stara się uczynić nasze życie ciekawszym.
Jakby to było, gdyby wszystkie cele jakie sobie postawimy dałyby się zrealizować? Oczywiście, należy mierzyć wysoko, bo w życiu warto być ambitnym i dumnym. Czasem jednak ambicję, dumę, należy schować do kieszeni, bo mogą one spowodować, że staniemy się bardzo bardzo nieszczęśliwymi osobami. Zatracając się w tej żałości i bólu stracimy z widoku inne drogi, jakie się przed nami otworzyły, bądź też wkrótce się pojawią...
Chcąc zrealizować nasze skryte pragnienia, obniżymy wymagania wobec siebie, wobec ludzi, których będziemy poznawać, wobec czynności jakie będziemy wykonywać, a tego nigdy nie warto robić..., bo przecież nie o to chodzi by iść po trupach a do celu, lecz raczej o to, żeby godnie iść przez życie w zgodzie samym sobą...
"Obierz, więc cel i zrób to, co do Ciebie należy..." a może kiedyś, kiedyś w życiu przydarzy się Tobie, coś niespodziewanie przyjemnego, sprawiającego, że spełnią się Twoje sny, które skrywasz w sobie... Bądź jak skała, bo ważne są fundamenty, żeby to, co będziesz budował, tworzył nie rozpadło się...
Rafał Prasał
Jakby to było, gdyby wszystkie cele jakie sobie postawimy dałyby się zrealizować? Oczywiście, należy mierzyć wysoko, bo w życiu warto być ambitnym i dumnym. Czasem jednak ambicję, dumę, należy schować do kieszeni, bo mogą one spowodować, że staniemy się bardzo bardzo nieszczęśliwymi osobami. Zatracając się w tej żałości i bólu stracimy z widoku inne drogi, jakie się przed nami otworzyły, bądź też wkrótce się pojawią...
Chcąc zrealizować nasze skryte pragnienia, obniżymy wymagania wobec siebie, wobec ludzi, których będziemy poznawać, wobec czynności jakie będziemy wykonywać, a tego nigdy nie warto robić..., bo przecież nie o to chodzi by iść po trupach a do celu, lecz raczej o to, żeby godnie iść przez życie w zgodzie samym sobą...
"Obierz, więc cel i zrób to, co do Ciebie należy..." a może kiedyś, kiedyś w życiu przydarzy się Tobie, coś niespodziewanie przyjemnego, sprawiającego, że spełnią się Twoje sny, które skrywasz w sobie... Bądź jak skała, bo ważne są fundamenty, żeby to, co będziesz budował, tworzył nie rozpadło się...
Rafał Prasał
2009/06/19
Tylko oglądam...
Patrząc na świat trudno nie oprzec się wrażeniu, że działa to wszystko, bez ładu i składu. Rozglądając się wokół, łatwo pokusić się o wniosek, że nie ważne, co i jak będziemy robić, bo i tak o wszystkim zadecyduje, albo przypadek, albo czyjeś niedopatrzenie, albo błąd.
Spotykając ludzi, czasem trafiamy na jednostki, które wybitnie nam nie odpowiadają a czasem zupełnie z nienacka trafja nam się osoba, która z jakichś nie wiadomych nam względów sprawia, że nasz cały świat, staje się jakiś taki pełniejszy, bardziej zrozumiały, taki, że aż... No właśnie. Taki, że w mig odzyskujemy siły, że uśmiech gości na naszych twarzach. Oczywiście, chciałoby się zatrzymać tę chwilę, chciałoby się, żeby owa osoba zagościła w naszym życiu już na dobre. I tu właśnie pojawiają się schody... Pytania, na które początkowo ciężko znaleźć odpowiedź, odpowiedzi, które nie zawsze nas usatysfakcjonują. Pytanie, "czy warto?" również pozostaje otwarte...
No właśnie, czy warto odkrywać siebie, przed kimś i narażać się na wymierne przecież straty... Wydawałoby się, że odpowiedź na to akurat pytanie jest dość prosta... Ale to mnie jakoś za bardzo nie przekonuje
Rafał Prasał
Spotykając ludzi, czasem trafiamy na jednostki, które wybitnie nam nie odpowiadają a czasem zupełnie z nienacka trafja nam się osoba, która z jakichś nie wiadomych nam względów sprawia, że nasz cały świat, staje się jakiś taki pełniejszy, bardziej zrozumiały, taki, że aż... No właśnie. Taki, że w mig odzyskujemy siły, że uśmiech gości na naszych twarzach. Oczywiście, chciałoby się zatrzymać tę chwilę, chciałoby się, żeby owa osoba zagościła w naszym życiu już na dobre. I tu właśnie pojawiają się schody... Pytania, na które początkowo ciężko znaleźć odpowiedź, odpowiedzi, które nie zawsze nas usatysfakcjonują. Pytanie, "czy warto?" również pozostaje otwarte...
No właśnie, czy warto odkrywać siebie, przed kimś i narażać się na wymierne przecież straty... Wydawałoby się, że odpowiedź na to akurat pytanie jest dość prosta... Ale to mnie jakoś za bardzo nie przekonuje
Rafał Prasał
2009/04/13
Czas, czym on jest?
Mówi się, że czas leczy rany, jest najlepszym doradcą, że poddaje próbie, że wszystko zmienia, wywraca do góry nogami. Czy tak jest?
Zapewne daje potrzebną perspektywę, ale leczeniem ran to się on nie zajmuje. Zwłaszcza tych głębokich, które odcisnęły na nas swe piętno, zmieniając nas w zupełnie innych ludzi niż Ci sprzed kilku lat czy też miesięcy.
Pozwala on zapomnieć o tym, co kiedyś było dla nas ważne, co kiedyś sprawiało, że jednak czuliśmy się i byliśmy lepszymi. Przynosi ulgę, daje nadzieję, że kiedyś może też się coś ciekawego i zarazem dobrego w naszym życiu wydarzy.
Trzeba pamiętać jednak o tym, żeby nie odwlekać nieuniknionego, żeby dać sobie tylko tyle czasu ile rzeczywiście potrzeba, gdyż później koszt, który przyjdzie nam ponieść może okazać się zbyt wielki, wręcz niemożliwy do zapłacenia.
Rafał Prasał
Zapewne daje potrzebną perspektywę, ale leczeniem ran to się on nie zajmuje. Zwłaszcza tych głębokich, które odcisnęły na nas swe piętno, zmieniając nas w zupełnie innych ludzi niż Ci sprzed kilku lat czy też miesięcy.
Pozwala on zapomnieć o tym, co kiedyś było dla nas ważne, co kiedyś sprawiało, że jednak czuliśmy się i byliśmy lepszymi. Przynosi ulgę, daje nadzieję, że kiedyś może też się coś ciekawego i zarazem dobrego w naszym życiu wydarzy.
Trzeba pamiętać jednak o tym, żeby nie odwlekać nieuniknionego, żeby dać sobie tylko tyle czasu ile rzeczywiście potrzeba, gdyż później koszt, który przyjdzie nam ponieść może okazać się zbyt wielki, wręcz niemożliwy do zapłacenia.
Rafał Prasał
2009/03/23
By zapomnieć...
Mówi się, że pamięć to ulotna sprawa. Mówi się również, że ilość informacji jaką jesteśmy w stanie zapamiętać jest skończona i każda nowa, przykrywa, którąś z wcześniejszych. Czy tak jest w każdym przypadku, bez wyjątku?
Okazuje się, że chyba jednak nie. Rozglądając się wokół i patrząc po sobie, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że nawet te najmniejsze rzeczy potrafią przywołać, bądź co bądź, coś, co było kiedyś dla nas ważne, kogoś, kto kiedyś był dla nas osobą najważniejszą, kogoś dla kogo zrobiłoby się bez wahania wszystko. Zamykam oczy, widzę ją. Idąc ulicą, jadąc tramwajem, słuchając muzyki, widząc uśmiechnięte twarze, przed moimi oczyma pojawiają się sytuacje, które kiedyś z nią przeżyłem, a które dużo do mojego życia wniosły, które sprawiały mi radość, były dla mnie motorem, siłą napędową i motywacją... Wszystko to, teraz okazuje się problemem, z którym jakoś nie potrafię sobie poradzić...
To przypomina popularny niegdyś dowcip o Leninie i człowieku, który bał się otworzyć z powodu jego wszechobecności konserwę. Dlaczego jednak tym razem i w tej konkretnej sytuacji nie śmieszy to mnie wcale? Może właściwą odpowiedzią na to pytanie jest to, iż w moim przypadku przyłożone zostają uczucia? Uczucia, które istnieją, ale osoby, z którą są związane już w moim życiu nie ma.
Skoro istnieją środki na poprawę pamięci to może takie na jej usunięcie też istnieją?
Rafał Prasał
Okazuje się, że chyba jednak nie. Rozglądając się wokół i patrząc po sobie, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że nawet te najmniejsze rzeczy potrafią przywołać, bądź co bądź, coś, co było kiedyś dla nas ważne, kogoś, kto kiedyś był dla nas osobą najważniejszą, kogoś dla kogo zrobiłoby się bez wahania wszystko. Zamykam oczy, widzę ją. Idąc ulicą, jadąc tramwajem, słuchając muzyki, widząc uśmiechnięte twarze, przed moimi oczyma pojawiają się sytuacje, które kiedyś z nią przeżyłem, a które dużo do mojego życia wniosły, które sprawiały mi radość, były dla mnie motorem, siłą napędową i motywacją... Wszystko to, teraz okazuje się problemem, z którym jakoś nie potrafię sobie poradzić...
To przypomina popularny niegdyś dowcip o Leninie i człowieku, który bał się otworzyć z powodu jego wszechobecności konserwę. Dlaczego jednak tym razem i w tej konkretnej sytuacji nie śmieszy to mnie wcale? Może właściwą odpowiedzią na to pytanie jest to, iż w moim przypadku przyłożone zostają uczucia? Uczucia, które istnieją, ale osoby, z którą są związane już w moim życiu nie ma.
Skoro istnieją środki na poprawę pamięci to może takie na jej usunięcie też istnieją?
Rafał Prasał
2009/03/10
Wspomnienia jak zły sen...
Sen, który budzi mnie w środku nocy. Sen, który nie dając mi spać pozbawia mnie radości z mojego życia. Wspomnienia, które pozostały są tak jakby z mgłą, ale mimo wszystko nie pozwalają mi wyruszyć w dalszą drogę, dopisać kolejnych rozdziałów do powieści jaką jest życie... Powieści, która powinna jak rzeka płynąć pokonując wszelkie przeszkody stawiane na jej drodze. Niestety u mnie przeszkoda okazała się chyba zbyt wielka a może po prostu nie dostrzegam światełka w tunelu, a może jeszcze go tam nie ma? Śmiałe to pytanie, ale wypadałoby je zadać "I, co dalej?"
No właśnie co? Należałoby się zastanowić, coś zaplanować spojrzeć wprzód, ale... czy jest sens skoro te wszystkie wielkie plany, wielkie nadzieje z nimi związane dają w łeb? W życiu, tak samo jak w szachach da się zaplanować jedynie kilka ruchów, które i tak będą stale podlegać nieodwracalnym przemianom w miarę rozwoju sytuacji, bo niestety nie da się zaplanować partii od początku do końca. O ile w szachach zasady nie zmieniły się od wieków o tyle, życie zmienia reguły gry bez przerwy i czy w takim niestacjonarnym środowisku da się jeszcze planować?
Oczywiście, należy zdefiniować cel i dążyć do jego osiągnięcia, ale należy się pogodzić z tym, że wszystko poza nim będzie podlegać zmianom, zarówno osoby nam bliskie jak i reguły gry, gdzie niestety mamy tylko jedno życie, którego nie możemy utracić. Doświadczenia jakie po drodze zbierzemy pomogą sprostać stawianym przeszkodom...
Wspomnienia, czasem jak zły sen wybudzą nas w nocy, nie pozwolą zasnąć i przybiją... Niestety nie ma sposobu na ich usunięcie, bo to nie pliki na dysku twardym komputera, można je jedynie przygłuszyć tworząc nowe, ale czy one nie obrócą się przeciwko nam? Czas pokaże, bo tylko to, że to on będzie płynął, parł do przodu, jest pewne.
Rafał Prasał
No właśnie co? Należałoby się zastanowić, coś zaplanować spojrzeć wprzód, ale... czy jest sens skoro te wszystkie wielkie plany, wielkie nadzieje z nimi związane dają w łeb? W życiu, tak samo jak w szachach da się zaplanować jedynie kilka ruchów, które i tak będą stale podlegać nieodwracalnym przemianom w miarę rozwoju sytuacji, bo niestety nie da się zaplanować partii od początku do końca. O ile w szachach zasady nie zmieniły się od wieków o tyle, życie zmienia reguły gry bez przerwy i czy w takim niestacjonarnym środowisku da się jeszcze planować?
Oczywiście, należy zdefiniować cel i dążyć do jego osiągnięcia, ale należy się pogodzić z tym, że wszystko poza nim będzie podlegać zmianom, zarówno osoby nam bliskie jak i reguły gry, gdzie niestety mamy tylko jedno życie, którego nie możemy utracić. Doświadczenia jakie po drodze zbierzemy pomogą sprostać stawianym przeszkodom...
Wspomnienia, czasem jak zły sen wybudzą nas w nocy, nie pozwolą zasnąć i przybiją... Niestety nie ma sposobu na ich usunięcie, bo to nie pliki na dysku twardym komputera, można je jedynie przygłuszyć tworząc nowe, ale czy one nie obrócą się przeciwko nam? Czas pokaże, bo tylko to, że to on będzie płynął, parł do przodu, jest pewne.
Rafał Prasał
2009/02/11
Czternasty Lutego - Walentynki
Okrutny to czas dla kogoś bez drugiej połówki. Nie chodzi tu o zazdrość, lecz wspomnienie, lub wspomnienia, które jeszcze gdzieś tam w środku nas pozostały. Wspomnienia owe ranią jak sztylety wbijane po kolei w serce a najgorsze jest w tym wszystkim to, że nie można się przed ich przyczyną obronić. Zewsząd atakują reklamy, banery, informacje, które prasa, radio, telewizja i internet powtarzają jak mantra "Kup swojej połówce to, kup jej tamto z tej okazji", jakby to właśnie było miarą szacunku i miłości jaką darzy się drugą osobę.
W dobie komercjalizacji uczuć, bo inaczej tego określić nie można, jest to dość wygodne podejście, aczkolwiek według mnie bardzo nietrafione. Kochać i szanować trzeba przez cały okrągły rok a nie jedynie w te kilka dni w roku. Prezenty oczywiście są fajne, ale to chyba nie o nie chodzi, prawda? O dowód uczucia też nie chodzi przecież, bo ci co darzą się uczuciami dają go sobie każdego dnia. A co jeśli tak nie jest? Czyżby Walentynki były dniem oczyszczenia sumienia? Czyżby był to czas zmywania wzajemnych grzeszków?
Nie ma jasnej i klarownej odpowiedzi na to pytanie, ale jasny jest za to skutek. Otóż sprzedawcy wszelkich akcesoriów zacierają ręce, bo sprzedaż tak zwanych prezentów w tym okresie znacznie wzrasta, tak samo jak wzrasta ona przed świętami Bożego Narodzenia. Trzeba jednak pamiętać, że przedmiot, choćby był ze złota, to zawsze pozostanie jedynie przedmiotem i jeśli nie idą za nim czyny to równie dobrze mogłoby go nie być.
Okrutny to czas, dla tych, co są sami z wyboru jak również dla tych, których porzucono ale również i tych, co porzucili, bo... niech odpowiedzią będzie poniższy fragment
W dobie komercjalizacji uczuć, bo inaczej tego określić nie można, jest to dość wygodne podejście, aczkolwiek według mnie bardzo nietrafione. Kochać i szanować trzeba przez cały okrągły rok a nie jedynie w te kilka dni w roku. Prezenty oczywiście są fajne, ale to chyba nie o nie chodzi, prawda? O dowód uczucia też nie chodzi przecież, bo ci co darzą się uczuciami dają go sobie każdego dnia. A co jeśli tak nie jest? Czyżby Walentynki były dniem oczyszczenia sumienia? Czyżby był to czas zmywania wzajemnych grzeszków?
Nie ma jasnej i klarownej odpowiedzi na to pytanie, ale jasny jest za to skutek. Otóż sprzedawcy wszelkich akcesoriów zacierają ręce, bo sprzedaż tak zwanych prezentów w tym okresie znacznie wzrasta, tak samo jak wzrasta ona przed świętami Bożego Narodzenia. Trzeba jednak pamiętać, że przedmiot, choćby był ze złota, to zawsze pozostanie jedynie przedmiotem i jeśli nie idą za nim czyny to równie dobrze mogłoby go nie być.
Okrutny to czas, dla tych, co są sami z wyboru jak również dla tych, których porzucono ale również i tych, co porzucili, bo... niech odpowiedzią będzie poniższy fragment
"Każdy deszcz, każda noc nagi księżyc, jego czuły głos zapach traw, ciepło dni jakby trochę magii, ktoś odebrał im"
Patrycja Markowska - Świat się pomylił
Rafał Prasał
Patrycja Markowska - Świat się pomylił
Rafał Prasał
2009/01/12
Mijają dni, miesiące...
"Szczęście to ta, chwila co trwa" jak śpiewa Anna Maria Jopek. Nie da się go zakonserwować, żeby wyjąć jak z kapelusza w chwili słabości, albo w chwili w której uświadamiamy sobie, iż nie jest tak dobrze jak nam się wydawało. Niestety to jedna z tych rzeczy, która jest, albo jej nie ma opcji pół szczęścia poproszę nie przewidziano w cenniku :>. Co więcej, przychodzi ono sobie do nas ukradkiem, ale jak ma przed nami uciekać to w pełnym odwrocie... paląc za sobą wszystkie mosty i przyczółki, których można byłoby się jeszcze trzymać. Tak to już jest, że nawet jak je mamy w garści to przecieka nam ono przez palce i ulatnia się tym samym jak kamfora.
Podnieść się po utracie kogoś, kto wprowadzał w nasze życie radość i szczęście, nie jest łatwo. W grę wchodzą emocje, które czasem bywają złym doradcą i czasem popychają nas do czegoś, do czego tak naprawdę przekonania nie mamy i co więcej powodują powstanie w nas smutku, zagubienia oraz wszystkich innych rzeczy, które sprawiają, że nie możemy się na nowo zdefiniować, podjąć właściwych decyzji oraz postępować właściwie wobec osób, które kiedyś były nam życzliwe.
Idąc przez życie, zamykamy i jednocześnie otwieramy jego rozdziały. To jacy będziemy, czy też czy uda nam się wyjść z nich obronną ręką zależy niestety nie tylko od nas, ale również od ludzi, przyjaciół, którzy nie zostawią nas na polu walki i wyciągną spod nas tę minę, na którą żeśmy przypadkiem, lub nie wdepnęli. Ważne jest, żeby czasem skorzystać z rady i spostrzeżeń ludzi wśród, których się obracamy, przecież to im łatwiej jest dostrzec pozytywy jak również negatywy sytuacji, problemu i wskazać nam wyjście z beznadziei, którą widzimy jedynie my sami.
Mijają dni, miesiące a szczęście jak nie było, tak nie ma, ale widocznie tak musi być i jeszcze przez jakiś czas będzie...
Rafał Prasał
Podnieść się po utracie kogoś, kto wprowadzał w nasze życie radość i szczęście, nie jest łatwo. W grę wchodzą emocje, które czasem bywają złym doradcą i czasem popychają nas do czegoś, do czego tak naprawdę przekonania nie mamy i co więcej powodują powstanie w nas smutku, zagubienia oraz wszystkich innych rzeczy, które sprawiają, że nie możemy się na nowo zdefiniować, podjąć właściwych decyzji oraz postępować właściwie wobec osób, które kiedyś były nam życzliwe.
Idąc przez życie, zamykamy i jednocześnie otwieramy jego rozdziały. To jacy będziemy, czy też czy uda nam się wyjść z nich obronną ręką zależy niestety nie tylko od nas, ale również od ludzi, przyjaciół, którzy nie zostawią nas na polu walki i wyciągną spod nas tę minę, na którą żeśmy przypadkiem, lub nie wdepnęli. Ważne jest, żeby czasem skorzystać z rady i spostrzeżeń ludzi wśród, których się obracamy, przecież to im łatwiej jest dostrzec pozytywy jak również negatywy sytuacji, problemu i wskazać nam wyjście z beznadziei, którą widzimy jedynie my sami.
Mijają dni, miesiące a szczęście jak nie było, tak nie ma, ale widocznie tak musi być i jeszcze przez jakiś czas będzie...
Rafał Prasał
2008/12/15
Domek z kart
nigdy więcej nie kochać, nie angażować się, nie walczyć o coś tak ulotnego jak uczucie drugiej osoby? czy tego właśnie pragnę? nie wiem, nic nie wiem...
Dziś się znów zepsułem, rozpadłem się jak domek z kart. Nie wiem, co zrobiło na mnie aż takie wrażenie? Czyżby to, że wyprowadzam się od znajomych i wprowadzam się do akademika? Czy może to, że nie spodziewałem się, iż kiedyś może nie tyle będzie mi dane wrócić, lecz będę zmuszony do tego? nie wiem.
Zaliczyłem RPI, załatwiłem akademik, ale żadna z tych rzeczy nie sprawiła mi przyjemności. Co więcej posmutniałem i przylgnęło do mnie uczucie takie jak samotność, zagubienie i totalna beznadziejność mojego przypadku... bo nawet nie mam z kim podzielić się moją "radością"...
Bardzo to smutne, ale nadchodzące święta, sylwester a nawet moje urodziny, nie napawają mnie otuchą, bo to naprawdę dla mnie nic nie znaczy... co z tego, że będę z rodziną, skoro nawet nie będę umiał z nią się porozumieć, poza wymianą komunikatów, które nie niosą w sobie emocji, bądź też przenoszą mój pesymizm...
Nie wiem skąd we mnie tyle żalu, tyle rozgoryczenia tyle tych złych emocji, które w nadchodzące dni po prostu zanikać... a u mnie jedynie narastają... Wmawiam sobie, że wszystko będzie dobrze, że to minie, że wszystko znajdzie swoje rozwiązanie, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć.
Gdy znajomi pytają mnie jak się trzymam to nie wiem co odpowiedzieć... z jednej strony wszystko jest ok, nic mi fizycznie nie doskwiera, ale jak przyjdzie, co do czego to od czasu do czasu wybucham. Jestem zły na cały świat, na siebie na osobę, która tak naprawdę nie chciała mi wyrządzić żadnej krzywdy, a jedynie chciała ze mną zamienić tych kilka zdań... Oczywiście później przepraszam, ale po co to wszystko.
Chciałbym znów zacząć wierzyć w to, że kiedyś będzie lepiej...
Domek z kart rozpadł się... i czy go uda się poskładać?
Dziś się znów zepsułem, rozpadłem się jak domek z kart. Nie wiem, co zrobiło na mnie aż takie wrażenie? Czyżby to, że wyprowadzam się od znajomych i wprowadzam się do akademika? Czy może to, że nie spodziewałem się, iż kiedyś może nie tyle będzie mi dane wrócić, lecz będę zmuszony do tego? nie wiem.
Zaliczyłem RPI, załatwiłem akademik, ale żadna z tych rzeczy nie sprawiła mi przyjemności. Co więcej posmutniałem i przylgnęło do mnie uczucie takie jak samotność, zagubienie i totalna beznadziejność mojego przypadku... bo nawet nie mam z kim podzielić się moją "radością"...
Bardzo to smutne, ale nadchodzące święta, sylwester a nawet moje urodziny, nie napawają mnie otuchą, bo to naprawdę dla mnie nic nie znaczy... co z tego, że będę z rodziną, skoro nawet nie będę umiał z nią się porozumieć, poza wymianą komunikatów, które nie niosą w sobie emocji, bądź też przenoszą mój pesymizm...
Nie wiem skąd we mnie tyle żalu, tyle rozgoryczenia tyle tych złych emocji, które w nadchodzące dni po prostu zanikać... a u mnie jedynie narastają... Wmawiam sobie, że wszystko będzie dobrze, że to minie, że wszystko znajdzie swoje rozwiązanie, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć.
Gdy znajomi pytają mnie jak się trzymam to nie wiem co odpowiedzieć... z jednej strony wszystko jest ok, nic mi fizycznie nie doskwiera, ale jak przyjdzie, co do czego to od czasu do czasu wybucham. Jestem zły na cały świat, na siebie na osobę, która tak naprawdę nie chciała mi wyrządzić żadnej krzywdy, a jedynie chciała ze mną zamienić tych kilka zdań... Oczywiście później przepraszam, ale po co to wszystko.
Chciałbym znów zacząć wierzyć w to, że kiedyś będzie lepiej...
Domek z kart rozpadł się... i czy go uda się poskładać?
2008/11/11
Raz tylko dany Ci czas ani on Twój ani czyj
Czas mija nieubłaganie, stajemy się starsi, choć tak naprawdę nie bardzo tego chcemy. Spotykamy w życiu różne okazje... Czasem są one lepsze, czasem gorsze ale są... Nasze cele okazują się złudne, innym razem podążając nieprzerwanie w pewnym kierunku, tracimy ich poczucie.
Życie uczy nas pokory, wiary w siłę wyższą, którą niektórzy nazywają przeznaczeniem a inni Bogiem. Nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż tak naprawdę to my sami kształtujemy swoje życie w oparciu o dotychczasowe doświadczenia i wizję przyszłości jaką chcemy wykreować. Czasem nie jest ona dla nas różowa, ale czasem okazuje się, że życie jest jednak piękne a przyszłość cudowna.
Podejmując decyzję o byciu z drugą osobą bierzemy niejako na swoje barki odpowiedzialność za tę osobę. To jak będziemy postępować, w jaki sposób będziemy się zachowywać zdeterminuje jej postępowanie. "Primum non nocere" to wydawałoby się najważniejsza zasada poważnych relacji międzyludzkich. Musimy jednak pamiętać, że tyczy się to obu stron, które w danej relacji uczestniczą. I tak wymusza to na nas bycie dla ukochanej przez nas osoby stałym lądem, wyspą na rozszalałym oceanie jakim jest życie.
Kochając na zabój stawiamy wszystko na jedną kartę, która czasami niekoniecznie gwarantuje nam zwycięstwo. Łatwo pokusić się o stwierdzenie, że z miłością jest jak z ogniem, bo łatwo jest z jej powodu spłonąć, ale w większości przypadków ogień ów pozwala nam odzyskać siły, nabrać energii, ogrzać się w tym zimnym i wyrachowanym świecie.
Nawet jeśli dla mnie karta owa nie zagwarantowała zwycięstwa, to powiem szczerze, że i tak gdybym teraz stanął przed wyborem takim jaki miałem kiedyś, to i tak bym postawił na nią wszystko, co mam. Dlaczego? bo uważam, że jak kochać to do końca świata i jeden dzień dłużej, bo warto...
Teraz jednakże po rozstaniu z bliską mi osobą nie mogę się zebrać w sobie, skupić się na czymś i odnaleźć w sobie tego czegoś co powodowało, że byłem jednak lepszym człowiekiem. Podjąłem jednak zobowiązanie, że zatrzymam się na chwilę, rozwiążę moje doczesne problemy i dam szansę drugiej osobie mnie dogonić. dlaczego? Bo uważam, że warto. Bo taki właśnie jestem. Bo Kocham.
"Raz tylko dany mi czas...". Mam nadzieję, że uda mi się go nie rozmienić na drobne.
Romantyk ze mnie, nie ma co.
Rafał Prasał.
Życie uczy nas pokory, wiary w siłę wyższą, którą niektórzy nazywają przeznaczeniem a inni Bogiem. Nie ma to jednak większego znaczenia, gdyż tak naprawdę to my sami kształtujemy swoje życie w oparciu o dotychczasowe doświadczenia i wizję przyszłości jaką chcemy wykreować. Czasem nie jest ona dla nas różowa, ale czasem okazuje się, że życie jest jednak piękne a przyszłość cudowna.
Podejmując decyzję o byciu z drugą osobą bierzemy niejako na swoje barki odpowiedzialność za tę osobę. To jak będziemy postępować, w jaki sposób będziemy się zachowywać zdeterminuje jej postępowanie. "Primum non nocere" to wydawałoby się najważniejsza zasada poważnych relacji międzyludzkich. Musimy jednak pamiętać, że tyczy się to obu stron, które w danej relacji uczestniczą. I tak wymusza to na nas bycie dla ukochanej przez nas osoby stałym lądem, wyspą na rozszalałym oceanie jakim jest życie.
Kochając na zabój stawiamy wszystko na jedną kartę, która czasami niekoniecznie gwarantuje nam zwycięstwo. Łatwo pokusić się o stwierdzenie, że z miłością jest jak z ogniem, bo łatwo jest z jej powodu spłonąć, ale w większości przypadków ogień ów pozwala nam odzyskać siły, nabrać energii, ogrzać się w tym zimnym i wyrachowanym świecie.
Nawet jeśli dla mnie karta owa nie zagwarantowała zwycięstwa, to powiem szczerze, że i tak gdybym teraz stanął przed wyborem takim jaki miałem kiedyś, to i tak bym postawił na nią wszystko, co mam. Dlaczego? bo uważam, że jak kochać to do końca świata i jeden dzień dłużej, bo warto...
Teraz jednakże po rozstaniu z bliską mi osobą nie mogę się zebrać w sobie, skupić się na czymś i odnaleźć w sobie tego czegoś co powodowało, że byłem jednak lepszym człowiekiem. Podjąłem jednak zobowiązanie, że zatrzymam się na chwilę, rozwiążę moje doczesne problemy i dam szansę drugiej osobie mnie dogonić. dlaczego? Bo uważam, że warto. Bo taki właśnie jestem. Bo Kocham.
"Raz tylko dany mi czas...". Mam nadzieję, że uda mi się go nie rozmienić na drobne.
Romantyk ze mnie, nie ma co.
Rafał Prasał.
2008/11/05
Życie znów mnie pokonało...
Nie jest łatwo być z kimś. Najtrudniej jest jednak pozostać samemu ze sobą. Szczególnie po rozstaniu. Moja lepsza połówka oświadczyła mi, że... już mnie nie kocha i zostańmy przyjaciółmi. Nie twierdzę, że jestem bez winy, bo pewnie nie jestem, ale to bez znaczenia, kiedy wynikiem jest to, co się stało. Chciałbym cofnąć czas, naprawić, to co było złe między nami, ale to raczej się nie zdarzy. Piękne chwile jakie dane nam było spędzić razem na zawsze pozostaną w mej pamięci, bo takie coś niestety za często się nie zdarza. Ciężko mi pogodzić się z Losem, który znowu mnie pokonał i się ze mnie teraz śmieje. Nie potrafię z dnia na dzień przestać kochać, przestać myśleć o osobie, która przez tak długi czas była dla mnie wszystkim, najlepszym co mnie w życiu spotkało. Brakuje mi jej uśmiechu, słów i tych wszystkich małych rzeczy, które dawały mi siłę i zarazem wolę do walki o lepszego mnie i lepsze jutro...
Biję się z własnymi myślami i przegrywam. Smutno mi...
Rafał Prasał
Biję się z własnymi myślami i przegrywam. Smutno mi...
Rafał Prasał
Subskrybuj:
Posty (Atom)
